czwartek, 1 września 2011

W północ się odzieję

Tak, skończyłam wczoraj czytać. Nie mogłam przestać, najzwyczajniej w świecie książka wciągnęła mnie z butami. To już nie ten Pratchett od "Koloru magii". To Pratchett dojrzały, który dostrzega i przelewa na papier wiele spraw. Niektórych bardzo mi bliskich.

No i potem zdarzają się takie dni jak dzisiaj, kiedy cieszy mnie wszystko - nawet szukanie motywu na personas czy obserwowanie szarego nieba.

To chyba zasługa września. Bo we wrześniu mi dobrze. I będę się nim cieszyć w tym roku świadomie, nie wiadomo bowiem, co będzie w przyszłym. Chcę zaprzyjaźnić się z tegorocznym wrześniem i przejść z nim ramię w ramię do października, zostawiając za sobą jak najlepsze wspomnienia.

Chcę. A - jak mawiają niektórzy - chcieć to móc.

3 komentarze:

  1. Kibicuję, choć przecież i bez tego wiadomo, że Ci się uda.
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. To też Pratchett któremu kończy się czas. Mam wrażenie, że stara się napisać jak najwięcej, dopóki może.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam takie wrażenie.
    Jego książki zawsze były mądre, ale teraz nabrały dodatkowej głębi.
    Mam nadzieję, że będzie mógł jak najdłużej.

    OdpowiedzUsuń