Wszystko dzieje się tak cudownie powoli... albo tak strasznie szybko. Jeszcze nie tak dawno temu, bo na początku września, rozmyślałyśmy z Kotem, w które miejsce nad Bałtykiem się wybrać... a tu już po.
Weekend minął jak z bicza strzelił. Było aż nazbyt fajnie. Fakt, że bardzo odpoczęłam, w dużej mierze zawdzięczam obecności moich rodziców. Ot, wyszło ze mnie wieczne małe dziecko Niemniej... pozostał niedosyt. Szczególnie, że bezbłędnie udało mi się rozpoznać złoża bursztynonośne, a na koniec spaceru na Mierzei nazbierałam przygarść bursztynowej drobnicy .
Przeziębienie zaatakowało mnie podstępnie, w poniedziałek wieczorem, jakby jakiś mroczny, złośliwy bożek losu postanowił odebrać daninę w zamian za wspaniałe zaprzeszłe dwa dni. "Podłość" - rzekę .
Życie zalicza właśnie dyskretny spadek, przy okazji ciągnąc w dół mój nastrój. Bycie mną jest czasem ekstremalnie trudne. Bo - na przykład - z jednej strony mam ochotę poodcinać sznureczki i zanurzyć się w ciepełku samotności, z drugiej natomiast mam ochotę przytulić się mentalnie do Kuny i Brunatnego, pomilczeć sobie z Kotem i w ogóle pouczłowieczać się. Nawet jeśli nie rozwiąże to żadnego problemu. A co...?!
W niedzielę zaplanowane łapanie światła w towarzystwie M. A może spróbuję wkrótce łapać światło w samotności? Wszak ostatnio występuje ono w wielkiej obfitości .
Do obejrzanych filmów zaliczam niniejszym "Czerwonego Kapturka" w nowej, fabularnej wersji. Od razu zaznaczam, że pisać tu o nim nie będę, bo raz: nie mam siły, dwa: nie znajduję w nim nic wartego opisania. Film na 3, szału bez, choć nie pałam obrzydzeniem. Ot, kino wieczorne.
Czekam, paskudnie bardzo czekam na "Niebo ze stali" i zastanawiam się, kiedy rzucą jakieś terminy, ponieważ ogólny pt. "październik" zaczyna się zbliżać wielkimi krokami. Można prosić o konkrety? Można?
No, mam nadzieję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz