Przypomniały mi się wakacje, podczas których pogoda była równie kiepska. Ale wtedy alternatyw było mnóstwo. Bo były wakacje. Siedzieliśmy we czwórkę - moja siostra, mój kuzyn, moja przyjaciółka i ja - i robiliśmy bransoletki węzełkowe. Za oknem, tak jak dzisiaj, szaro, buro i nijako, a my pochyleni od rana aż do obiadu nad dzierganymi rzeczami. Potem były rozmowy, snucie planów, przelewanie serca w serce. Było błogo.
Chłodny, wakacyjny wieczór. Siedzimy "na szkole" większą grupą. Małe nieporozumienia, intrygi, burze emocjonalne. I małe szczęścia.
Jezioro, zapach lasu, woda oddycha po całym dniu, słońce powoli chowa się za horyzontem, upał trochę mniejszy. W tle ktoś krzyczy, ktoś się śmieje.
"Wakacje, znów będą wakacje"...?
Wznoszę kubek z herbatą, salutując chwilom beztroski, które minęły.
Przyłączam się do salutu: bo i mam teraz jakiś taki przedziwnie nostalgiczny nastrój, i przypominają mi się te wszystkie dziwne, piękne rzeczy, które robiłam jako licealistka - niekoniecznie w czasie wakacji... ;)
OdpowiedzUsuńTo se ne vrati, niestety...
OdpowiedzUsuńChemik.
To se ne vrati, ale jest szansa na zbudowanie nowej historii.
OdpowiedzUsuńMaple - wspominanie nie jest złe :) A w taki czas, jak ostatnio, wręcz wskazane: ogrzewa serce, rozświetla myśl i daje kopa na rozpęd ;)
Zatem slainte! :D