Szyte albo kręcone, jak kto woli.
Dzisiaj zrobiłam trzy zestawy kosmetyków do pielęgnacji zamówionych w Kolorówce.com.
Chyba należy zacząć od odpowiedzi na pytanie, dlaczego taki wybór? Dlaczego kosmetyki ze sklepu internetowego, a nie z drogerii?
Odpowiedź jest prosta: bo taki, a nie inny rodzaj cery.
Ze skórą miałam problemy od kiedy pamiętam. Jako dziecko byłam dumnym posiadaczem skazy białkowej, w okresie dojrzewania skóra na czole zaczęła mi się łuszczyć tak niespodziewanie i intensywnie, że aż się przestraszyłam czy nie mam łuszczycy. Wizyty - długie i męczące - u dermatologa nic nie dawały. Diagnoza brzmiała, że jest uczulenie, ale nie wiadomo na co. Skutecznie zniechęciło mnie to do wizyt u lekarzy. Działały leki, które lekarze przepisywali na łagodzenie objawów skórnych - zaczerwienienia i łuszczenie się. Tyle.
Gdy byłam już kobietą pracującą, pewnej wiosny miałam tak silny atak (czerwone, łuszczące się placki na twarzy) rzeczonej "alergii", że złamałam się i poszłam do dermatologa. Pani dermatolog popatrzyła, pokiwała głową i orzekła "skóra atopowa". To genetyczne, to nie alergia, tego się nie da wyleczyć, można tylko łagodzić.
Aha.
No to łagodziłam. Najpierw drogie w *piiiip* kremy apteczne. W międzyczasie lektura internetów. Potem eksperymenty drogeryjne (tu należy wspomnieć o światłej serii AA - kosmetyków przeznaczonych rzekomo do cery wrażliwej, skłonnej do podrażnień, alergicznej - po żadnym kremie/maseczce nie miałam tak silnej reakcji jak po tym g***wnie. Jakby mi ktoś twarz żywym ogniem palił) - na tym etapie wiedziałam już, że muszę skórę mocno nawilżać. Szukałam zatem nawilżających. Metodą prób i błędów doszłam do punktu, w którym okazało się, że im mniej "wyrafinowany" skład, tym lepiej moja skóra reaguje.
I tu zaczęła się przygoda z czytaniem składów oraz kosmetykami tzw. "naturalnymi". Making long story short - stanęło na Alterrach (z drogeryjnych), ale tak na dobre dopiero przy Sylveco poczułam, że moja skóra odżywa.
Tak się jednak składa, że wokół mnie są ludzie, którzy interesują się tematami pielęgnacyjno-kosmetycznymi. Właściwie przy każdej wizycie u przyjaciół trafiałam na jakiś ciekawy kosmetyk "własnej roboty". A to krem a to tonik. Tu serum tu odżywka. Zawsze patrzyłam na to z lekkim podziwem - jedyne, co - wydawało mi się - umiałam ukręcić, to koczek na włosach. A i to nie zawsze xD Zniechęcał mnie brak umiejętności. Zachęcał natomiast wynik działań - nawilżona skóra, odżywione włosy. O tak!
![]() | |
| Zestawy zapakowane w praktyczne worki strunowe. Opisane, nic tylko mieszać! |
I w końcu pękłam.
Dzisiaj wykonałam z rozpędu trzy kosmetyki. Czy było trudno? Nie. Całość zajęła mi 45 min., z przeglądaniem fejsa w międzyczasie.
Dlaczego to polecam?
- bo widzisz skład. Możesz przeczytać, co tam jest, jak to działa i czemu dobrze;
- bo nie trzepie po kieszeni jak kremy drogeryjne;
- bo jak sobie wymieszasz taki tonik, albo serum dwufazowe i się przy tym pobawisz w małego alchemika, to poprawi Ci się humor i dojdziesz do wniosku, że coś umiesz;
- bo to proste. I satysfakcjonujące.
![]() | |
| A tutaj zabawa w małego alchemika. Dwa zestawy złożone, trzeci w trakcie. |
Z mojej perspektywy ta odrobina wysiłku to tylko motywacja do pójścia dalej. Zachęcam Was do eksperymentowania. Stay tuned!
N.
PS - możecie znaleźć coś dla siebie również na Zrób Sobie Krem. Ja tam już zaglądam w poszukiwaniu fajnych kosmetyków.
PS - możecie znaleźć coś dla siebie również na Zrób Sobie Krem. Ja tam już zaglądam w poszukiwaniu fajnych kosmetyków.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz