piątek, 18 listopada 2016

Roladki pizzowe wersja dla ludzi o dużej potrzebie oszczędzania energii

Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię jeść. Im smaczniejsze tym bardziej, ale chipsy też zrobią robotę xD
Grafika z: https://media3.giphy.com/media/6A5R9ApS0utJm/200_s.gif
 
W zeszłym tygodniu, podczas skrolowania fb, trafiłam na coś takiego. Nie znałam wcześniej naszego rodzimego odpowiednika wszystkich zagramanicznych Tasty, a tu niespodzianka. I to jaka! :D Przepis przykuł moją uwagę z prędkością błyskawicy. Jest szybki, prosty i smaczny - czego chcieć więcej?!

Oczywiście postanowiłam go niecnie wykorzystać, a że zbliżała się posiadówka ze znajomymi, nie trzeba było szukać dalszych pretekstów.

Idea dania jest piękna, ale wymagała spersonalizowania. Może ktoś lubi serek śmietankowy - ja należę do grona umiarkowanych entuzjastów tego tematu. Za to lubię inne rzeczy, takie jak:
  • gotowy spód do pizzy
  • przecier pomidorowy w kartoniku (1 cały)
  • szynka typu Delikatna z Biedronki (1 opakowanie)
  • czarne oliwki (pół słoiczka - pokrój jak lubisz)
  • czerwona cebulka (1 średnia - pokrój w kosteczkę)
  • ser żółty (wersja dla ekstremalnie leniwych - czasem można kupić starty)
Żeby zrobić, ale się nie narobić:
  1. Przelej do miseczki przecier pomidorowy. Dopraw go - jeśli dodasz pół łyżeczki cukru, złamie ona kwaśny smak przecieru. Przyprawy do woli, ja najbardziej lubię zaprawić bazylią, oregano, czosnkiem, solą i chilli. Ten sos posłuży także jako keczup - warto się upewnić, że wszyscy lubią takie dodatki.
  2. Na rozwinięty spód od pizzy równomiernie nałóż doprawiony przecier i rozsmaruj (możesz zostawić brzeżek z prawej lub lewej strony, żeby ciasto ładnie się przykleiło po zawinięciu).
  3. Na posmarowany spód wysyp uprzednio pokrojone oliwki, cebulę i starty ser żółty.
  4. Na wszystko rozłóż równomiernie plastry szynki.
  5. Zawiń spód z różnościami w roladę.
  6. Pokrój roladę w plastry szerokie na 4-5 cm.
  7. Wstaw do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i piecz przez 25-30 minut.
  8. Podawaj z sosem pomidorowym.
Smacznego! :)

niedziela, 13 listopada 2016

Kosmetyki na miarę szyte

Szyte albo kręcone, jak kto woli.

Dzisiaj zrobiłam trzy zestawy kosmetyków do pielęgnacji zamówionych w Kolorówce.com.

Chyba należy zacząć od odpowiedzi na pytanie, dlaczego taki wybór? Dlaczego kosmetyki ze sklepu internetowego, a nie z drogerii?

Odpowiedź jest prosta: bo taki, a nie inny rodzaj cery.
Ze skórą miałam problemy od kiedy pamiętam. Jako dziecko byłam dumnym posiadaczem skazy białkowej, w okresie dojrzewania skóra na czole zaczęła mi się łuszczyć tak niespodziewanie i intensywnie, że aż się przestraszyłam czy nie mam łuszczycy. Wizyty - długie i męczące - u dermatologa nic nie dawały. Diagnoza brzmiała, że jest uczulenie, ale nie wiadomo na co. Skutecznie zniechęciło mnie to do wizyt u lekarzy. Działały leki, które lekarze przepisywali na łagodzenie objawów skórnych - zaczerwienienia i łuszczenie się. Tyle.
Gdy byłam już kobietą pracującą, pewnej wiosny miałam tak silny atak (czerwone, łuszczące się placki na twarzy) rzeczonej "alergii", że złamałam się i poszłam do dermatologa. Pani dermatolog popatrzyła, pokiwała głową i orzekła "skóra atopowa". To genetyczne, to nie alergia, tego się nie da wyleczyć, można tylko łagodzić.
Aha.
No to łagodziłam. Najpierw drogie w *piiiip* kremy apteczne. W międzyczasie lektura internetów. Potem eksperymenty drogeryjne (tu należy wspomnieć o światłej serii AA - kosmetyków przeznaczonych rzekomo do cery wrażliwej, skłonnej do podrażnień, alergicznej - po żadnym kremie/maseczce nie miałam tak silnej reakcji jak po tym g***wnie. Jakby mi ktoś twarz żywym ogniem palił) - na tym etapie wiedziałam już, że muszę skórę mocno nawilżać. Szukałam zatem nawilżających. Metodą prób i błędów doszłam do punktu, w którym okazało się, że im mniej "wyrafinowany" skład, tym lepiej moja skóra reaguje. 
I tu zaczęła się przygoda z czytaniem składów oraz kosmetykami tzw. "naturalnymi". Making long story short - stanęło na Alterrach (z drogeryjnych), ale tak na dobre dopiero przy Sylveco poczułam, że moja skóra odżywa.
Tak się jednak składa, że wokół mnie są ludzie, którzy interesują się tematami pielęgnacyjno-kosmetycznymi. Właściwie przy każdej wizycie u przyjaciół trafiałam na jakiś ciekawy kosmetyk "własnej roboty". A to krem a to tonik. Tu serum tu odżywka. Zawsze patrzyłam na to z lekkim podziwem - jedyne, co - wydawało mi się - umiałam ukręcić, to koczek na włosach. A i to nie zawsze xD Zniechęcał mnie brak umiejętności. Zachęcał natomiast wynik działań - nawilżona skóra, odżywione włosy. O tak!
Zestawy zapakowane w praktyczne worki strunowe. Opisane, nic tylko mieszać!

I w końcu pękłam. 
Dzisiaj wykonałam z rozpędu trzy kosmetyki. Czy było trudno? Nie. Całość zajęła mi 45 min., z przeglądaniem fejsa w międzyczasie.

Dlaczego to polecam?
  • bo widzisz skład. Możesz przeczytać, co tam jest, jak to działa i czemu dobrze;
  • bo nie trzepie po kieszeni jak kremy drogeryjne;
  • bo jak sobie wymieszasz taki tonik, albo serum dwufazowe i się przy tym pobawisz w małego alchemika, to poprawi Ci się humor i dojdziesz do wniosku, że coś umiesz;
  • bo to proste. I satysfakcjonujące.
A tutaj zabawa w małego alchemika. Dwa zestawy złożone, trzeci w trakcie.
Z mojej perspektywy ta odrobina wysiłku to tylko motywacja do pójścia dalej. Zachęcam Was do eksperymentowania. Stay tuned!
N.
PS - możecie znaleźć coś dla siebie również na Zrób Sobie Krem. Ja tam już zaglądam w poszukiwaniu fajnych kosmetyków.

sobota, 5 listopada 2016

Grzaniec piwny - prosty przepis

Yellow!

Choć właściwie za oknem szaro, zimno i ponuro. Żeby trochę ocieplić atmosferę, planuję na wieczór zmontować coś smacznego i rozgrzewającego. Proponuję grzaniec piwny, aromatyczny i - a jakże - rozgrzewający :] Na taki wieczór jak dzisiaj - jak znalazł. Oczywiście przepis będzie niewymagający, acz serce radujący! xD

Tymczasem potrzebujecie:
  • piwa (i już tutaj możecie zaszaleć - co lubicie, co macie w domu. Ja z reguły wybieram wersję ekonomiczną - i tak zyska nowy smak i wymiar, więc może to być klasyczna czarna szmata, albo inny pośledni gatunek) w liczbie 1 x człowiek
  • miodu (jeśli wolicie i łatwiej Wam ogarnąć taki temat, to może być cukier w tej samej proporcji) w liczbie 1 łyżka stołowa x człowiek
  • goździków (ja daję ok. 5-8, ale jestem fanatyczką)
  • cynamonu (łyżeczka)
  • pomarańczy (2-3 plastry ze skórką, po uprzednim umyciu)
  • soku/syropu malinowego (do smaku -może być inny)
 Działania są proste:
  1. Bierzemy garnek, w którym zmieści się nasze piwo, które do garnka przelewamy (radzę raczej flegmatyczne działanie przy wlewaniu - choleryczne może skończyć się wyjściem piwa;)
  2. Piwo się grzeje na średnim ogniu, a my w tym czasie dodajemy miód/cukier, cynamon i goździki oraz pomarańczę


  3. Kiedy napój zacznie parować, do kubeczków / kufli wlewamy sok malinowy (lub inny)
  4. Do kubeczków z sokiem wlewamy piwo
  5. Cieszymy się z aromatycznego i rozgrzewającego napitku, racząc się i patrząc na pogodę za oknem, która jest za oknem a nie w domu (czy w duchu xD)

UWAGA: grzaniec nie powinien się zagotować. Należy zakończyć proces warzenia napoju w momencie, w którym organoleptycznie (do dzioba! Łyżką, niekoniecznie bezpośrednio xD) sprawdzicie temperaturę i uznacie, że jest w sam raz do picia. 

Tyle ode mnie, może oprócz jednego: smacznego! :]

piątek, 4 listopada 2016

Nazwa dla bloga w trakcie przeprowadzek

Być może są na świecie ludzie, którzy lubią przeprowadzki. Może są nawet tacy, którzy je kochają, ale osobiście nie znam takich zboczeńców (piszę to z pełną czułością;). Największym bólem w rzyci jest nieodmiennie pakowanie. Pakowanie to moja zmora, a ten rok w pakowanie był tak obfity, że aż za.

W każdym razie jestem już w miejscu tymczasowo ostatecznym i wszystko to, co sobie zaplanowałam mam zamiar zrealizować.

W tzw. międzyczasie (którego nie ma) wpadła mi do mózgu nazwa dla bloga - jako że od samego początku zarzekałam się, że będzie obfitował we wpisy traktujące o "skróconej wersji skróconej wersji" wydaje mi się, że "Wersja dla Leniwych" to jest to. Doprowadźmy lenistwo do rangi sztuki!

A tymczasem borem lasem szykuję się na dokonanie kilku kosmetycznych szaleństw, a zacznę od wersji dla - a jakże! - leniwych tego przepisu Arsenic na maskę do włosów z ecliptą. Trochę się ekscytuję, a trochę się boję. Ostatnio bowiem moje włosy są baaaaardzooo przesuszone - pomimo tego, że używam olejów, maseczek, masek wciąż czuję, że pragną więcej. No nic. Zamówimy, zrobimy, zobaczymy.

Gif stąd: http://www.maximumpop.co.uk/wp-content/uploads/2016/02/i-dont-like-to-be-kept-waiting.gif

Tymczasem biegnę na kolorówka.com szukać dalej serum i tonika do facjaty, a Wam życzę super weekendu.
Czymajcie się i rozleniwiajcie aktywnie!
N.