Tak się złożyło, że dosięgło mnie to niesamowite szczęście obracania się w towarzystwie niebagatelnych pod każdym względem jednostek.
Pewnego posępnego jesiennego dnia podczas rozmowy telefonicznej zwierzyłam się z mojego ponurego nastawienia do rzeczywistości i... tydzień później znalazłam w skrzynce świeżutkie, prosto z pieca awizo. Pogalopowałam na pocztę z Kotem pod pachą (która nawet sama wyraziła chęć towarzyszenia) i odebrałam paczuszkę. W paczuszce zaś znajdowały się wielkie precjoza.
Oprócz przepisu na zupę z soczewicy, rzeczonej soczewicy oraz mieszanki przypraw sporządzonych pod kątem tejże...
Znalazły się dwie, cudnej urody, paczuszki.
Z owych paczuszek wyjrzały:
Trzy genialne cienie marki Miyo (więcej o cieniach tutaj. Naprawdę produkt tani i bardzo dobrej jakości): No. 18 Lavender, No. 24 Starshine oraz szalony, RÓŻOWY No. 16 Diva. Cienie wypróbowałam rzecz jasna zaraz na drugi dzień - są trwałe, ładnie się rozkładają i zasadniczo nie znajduję w nich niczego, do czego mogłabym spróbować się przypiąć.
Olejek do kąpieli (lawendowy! :3 Mój szał na lawendę trwa), nawilżającą maseczkę do twarzy, żel ze świetlikiem pod oczy (alleluja! Moje oczy marzą o odpoczynku) oraz opalizujący lakier do paznokci (również Miyo, jak widać na załączonym obrazku - trzyma się bardzo dobrze, ładnie kryje i jedyną jego wadą jest ciut za mały - w stosunku do mojej wielkiej płytki paznokciowej - pędzelek).
Poziom chandry spadł do zera, poziom radości zaliczył 10/10. Działa? - jak to złoto.
Jeszcze raz dziękuję, E. :*
Tymczasem borem lasem ostatni długi weekend przegalopował i zostało długo długo nic, aż do samych Świąt. Nie ukrywam, że już zacieram łapki, bo będzie... oj, będzie się działo.




Roboty będzie co nie miara to prawda, a plany szeroko zakrojone. A ciesze się, że paczka Ci przypasowała. Musisz mi jeszcze dać znać jak się ten olejek sprawował :)
OdpowiedzUsuńLubimy to, prawda? ;)
UsuńObowiązkowo ciasteczka korzenne do wypieczenia na Twój przyjazd :)
Dobrze, że chandra minęła.
OdpowiedzUsuń