czwartek, 22 listopada 2012

Atlas chmur

Tak, syndrom, który wiąże się bardzo ściśle z pracą do wykonania. Łapię się wszystkiego, co choć na chwilę oderwie mnie od obowiązku / myślenia o obowiązku.

Czytam Mitchella, jak w tytule, i muszę wyznać, że książka wciąga (niestety, niezależnie od mojej niechęci do pracy xD). Nie jest przegadana, nie próbuje narzucać (przynajmniej póki co) swojej wizji świata, robi to, do czego książki są powołane - snuje opowieść.

Więcej będzie zapewne po filmie i skończeniu lektury, ale już teraz mogę powiedzieć: smakuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz