poniedziałek, 30 lipca 2012

...

Gratuluję sobie powstrzymania się od jakiegoś infantylnego komentarza w stylu "kwik". Albo "ehh".
Generalnie nie ogarniam - tym razem nie jest to pejoratywne określenie. Po prostu jestem we wszystkim, co się dzieje, ale jakby obok. Tak, brzmi idiotycznie, ale nie wiem, jak inaczej określić ten stan.

Widziałam "Prometeusza". Mnie się podobało.Nie dołączę jednak do głosów recenzenckich - zostawię pole do popisu bardziej obeznanym z tematem zarówno "alienowskiej" serii, jak i samego "Prometeusza". Zdania są podzielone, a ja ignorancko dyndam gdzieś pośrodku.

Skończyłam "Mass Effect" - całą serię. Chyba jestem już za stara na takie emocje, bo generalnie raz - podobało mi się, dwa - do spółki z "Prometeuszem" finał ME3 zafundował mi noc horrorów. Niestety, nie było to przyjemne.
Przypuszczam, że jest to głównie zasługą ciężkiego, przygnębiającego klimatu ostatniej części gry, tego, że jestem kobietą i swoistego uwrażliwienia ostatnimi czasy.
Nie chodzi nawet o fabułę, tylko właśnie o ten posmak wyrzutu sumienia, niepokoju, zmęczenia... To wszystko złożyło się na efekt psychodelicznego smutku, który towarzyszył mi w snach. Aż do finału spotkania ME3-Prometeusz. Na chwilę odstawiam sci-fi.

Odbicie psychiczne i emocjonalne przyszło samo z siebie - pochłonęły mnie przygotowania do warsztatów, nie wypuszczając z objęć ani na chwilę.

Za to w tzw. międzyczasie odkryłam, że moja miłość do muzyki celtyckiej jednak nie przeszła.

No i właśnie. Tak... dziwnie.

1 komentarz:

  1. ...po przeczytaniu sam nie wiem, czy życzyć szybkiej poprawy nastroju czy się cieszyć z obecnego stanu. Bo z tego co rozumiem Pozostanę więc przy "oby było (jeszcze) lepiej". :)

    Snów Ci MIMO WSZYSTKO zazdroszczę. Może dlatego, że sam tak rzadko zapamiętuję sny a jeszcze rzadziej śni mi się coś wartego zapamiętania. Chociaż ostatni sen zdecydowanie do takowych należał. :D

    OdpowiedzUsuń