Kiedyś śmiałam się z tego... A dzisiaj z wielkim żalem skończyłam Lie to me, z wypiekami na twarzy czekam na nowego Castle'a (dzięki, Kitty!), miesiąc temu pochłonęłam Firefly (Serenity wciąż przede mną. Odwlekam to w nieskończoność, bo po obejrzeniu tego zostanie mi wielkie NIC), zaczęty Sherlock uśmiecha się do mnie uwodzicielsko, Gra o tron czeka na dysku (zawzięłam się, że najpierw przeczytam książkę, choć idzie jak krew z nosa)... Tyle dobrego, że znakomitej większości BSG jeszcze nie widziałam.
Tak. To dopiero życie.
Nic to - jak mawiał pan Michał - nic to. Zima się kończy, nawet u nas, na dalekiej i dzikiej Północy, z której - jak powszechnie wiadomo - wszędzie mamy daleko. Do pór roku też. Dzisiaj można było poczuć wiosnę w powietrzu.
Też powoli otrząsam się ze snu, rzeczywistość kłania się głęboko do stóp i mówi coś o zależności, która zaczyna być bardzo, ale to bardzo niezdrowa.
Patrzę w lustro, przeglądam się i odchodzę.
Myśl kiełkuje.
Nie ma za co. ;PPPP
OdpowiedzUsuńKomu się kończy, temu się kończy.
OdpowiedzUsuńMożliwe, że jeszcze nie do końca chce odpuścić, ale ogólnie śniegu już u nas nie ma.
UsuńO, no tak. Narsil, mój drogi przyjacielu - kocham Cię i nienawidzę. Za Fajerflaja po równo. Za ME tylko kocham :P
OdpowiedzUsuń