niedziela, 30 października 2011

Z życia z Kotem.

 Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

Jem chipsy. Kot nie. Nagle patrzy na paczkę spoczywającą na moich kolanach i wyciąga łapkę. Zmyślnie odsuwam paczkę
J. Nieee. Dbam o Twoją słabą silną wolę. 
K. Yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy.  
J. Jest to dźwięk, który odlegle kojarzy mi się z rojem pszczół. 
K. Yyyyyyyyyyyyyyz...mfpldf... rurami. 
J. ???? Co? 
K. Chciałam powiedzieć ze skrzypiącym kranem, ale zdecydowałam się na "z rurami". 
J: ... Aha. 
K: YyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy....
J. Ale nie. Nadal nie kojarzy mi się z rurami. 
K. YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyYYYYYYYY...Y. 
J. ... No prawie dobrze, tylko tak bardziej jęcząco. 
K. YYYYYYYYYYYYYYYYyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyYYYYYYYYYYyyyyyyy. 
J. Nie no. Teraz za bardzo nosowy. 
K. YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY. 
J. Nie, to nadal nie do końca to.
K. ALE JA JUŻ NIE MIERZYŁAM W RURY!!! 
Kurtyna opada. Po chwili słychać śmiech. Z pięcioma wykrzyknikami.

P.S. - Odkryłam, że edytor z maniakalną uprzejmością odbiera mi możliwość pisania w nawiasach trójkątnych XD

piątek, 28 października 2011

W mgnieniu oka

Dokąd ujdę przed duchem Twoim? a dokąd przed obliczem Twojem uciekę? Jeźlibym wstąpił do nieba, jesteś tam; i jeźlibym sobie posłał w grobie, i tameś przytomny. Wziąłlibym skrzydła rannej zorzy, abym mieszkał na końcu morza,  I tamby mię ręka Twoja prowadziła, a dosięgłaby mię prawica twoja. Albo rzekłlibym: Wżdyć ciemności zakryją mię; aleć i noc jest światłem około mnie, Gdyż i ciemności nic nie zakryją przed Tobą; owszem Tobie noc jako dzień świeci; ciemnościć są jako światłość. 
Ps. 139, 7-13.


piątek, 14 października 2011

W natłoku

Staram się brać oddech i po prostu iść dalej. Bez zbędnego żalu (bo mogę go mieć wyłącznie do siebie), bez oglądania się wstecz. Po prostu zamykam drzwi. Po prostu kończę.

Z drugiej strony - to trzy lata.

Choć z drugiej strony - mogło być lepiej.

Choć z drugiej strony - mogło być też gorzej.

... to może wrócę do pakowania.

piątek, 7 października 2011

Dosiebnie

Podziało się trochę.

Po pierwsze - zbliżam się do jakiejś krawędzi, rozumianej w sposób jak najbardziej pozytywny. Jestem naprawdę ciekawa, co czeka na mnie po drugiej stronie. 

Po drugie (co ja ostatnio mam z tym wyliczaniem??? xD) - zdecydowałam się na coś, co dla wielu osób, które znają mnie chociaż trochę, może wydać się dziwne. Postanowiłam pomóc znajomej w prowadzeniu świetlicy dla dzieciaków z jej miejscowości. Nie wiem, czemu strzelił mi do głowy ten pomysł, ale strzelił skutecznie. Jestem po pierwszych zajęciach. Jedno mogę powiedzieć: rozumiem osoby, dla których praca wśród dzieci staje się sensem życia. To niesamowite, jak wiele satysfakcji może przynieść uśmiech rozjaśniający twarz, kiedy wspólnymi siłami dochodzicie do momentu Objawienia wiedzy do tej pory zakrytej. Czy też uśmiech wywołany prostym faktem, że ktoś jest zainteresowany, chwali i okazuje aprobatę. Potwierdza to tylko teorię, która przez lata całe wisiała nade mną, jak kat nad dobrą duszą. Teorię o tym, że dzieci potrzebują poczucia akceptacji, bezpieczeństwa i... miłości. Tej okazywanej.
Mam problem z dziećmi. Nie potrafię z nimi rozmawiać, nie rozumiem ich, przebywanie w ich towarzystwie zawsze mnie trochę krępuje. Ale chyba potrafię nad tym przejść. Choćby w mojej ukochanej roli Pani Nauczycielki. 
O nie, nie łudzę się, że moja obecność na świetlicy zrewolucjonizuje świat. Wiem jednak, że ludzie wpływają na siebie nawzajem. Może kiedyś ktoś przypomni sobie, że taka jedna pani pomagała z angielskiego. Może to pomoże tej osobie dokonać jakiegoś ważnego wyboru. Albo jakiegoś mało ważnego, ale pomoże.

Po trzecie - ostatnie dni w starej pracy. Ale jeszcze dwa dni urlopu przed końcem. Na na naaa :) Trochę cieplej w myślach od takiego planowania nicnierobienia. 

Dobra, skończyła mi się wena. Chyba onieśmieliła się całym "po drugie". Dodam tylko, że obejrzałam z Kotem całość "X-menów", "Daredevila" i "R.E.D" (and a dentist... hermetyczny żart, kto widział, zrozumie. Albo nie xD) ... i chyba coś jeszcze po drodze, ale nie pamiętam już co to było. Ach, byłam też w kinie na "Porwanym", co było wysoce nieinteresującym przeżyciem. Nie polecam ;)