sobota, 1 maja 2010

Warszawa pachnie

Co jest w sumie zaskakującm odkryciem. Pachnie śliwami, gruszami, jabłoniami. Nawet bzem (ten bez to było prawdziwe odkrycie. Ale tylko na Żoliborzu. Reszta bzów jeszcze śpi). Oczarował mnie Park Praski - taki świeży, zielony i pachnący właśnie. Był spacer po Starówce, w celu oblukania lokacji do spotkania (kłaniam się znajomym Błaznom), a potem obiad (bardzo smaczny i BARDZO obfity. Poległam po prostu). Była wyprawa na drugi brzeg Wisły i spacerek deptakiem. Ogólnie - sporo chodzenia. To wszystko zaś w towarzystwie mojej zaciążonej Friend. Jak będę w ciąży, to chcę byćtaka, jak Ona!

Przypomniałam sobie beztroskie chwile, kiedy było tak wiele radości, rozmów (a nawet ROZMÓW), beztroski i ogólnego odsunięcia od świata oraz nauki dystansu do samej siebie. Co ciekawe - to nie tylko jakaś odległa reminiscencja była, ale wspomnienie, które z godziny na godzinę stawało się rzeczywistością.

Przed momentem równie beztrosko skomponowałyśmy sałatkę, dwie herbaty i plany na jutro.

Jutro spotkanie z Błaznami. Nie jestem pewna, ale chyba mam tremę...

2 komentarze:

  1. No i co? Była ta trema komuś potrzebna? ;)
    Jeszcze raz dziękuję jak najuprzejmiej za bardzo miłe popołudnie :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie była najwyraźniej. Podświadomie XD
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń