Skończyło się zatem rumakowanie i dziękuję Bogu, że w przypływie natchnienia wzięłam urlop na dzisiaj i jeszcze mogę cieszyć się wolnością (względną, albowiem już raz dzwonili do mnie z pracy).
Wczorajszy finish w Warszawie był bardzo miły. "Jak wytresować smoka" to dobry film jest. Takie właśnie smoki lubię. Z charakterem.
Droga powrotna dostarczyła mi wielu wrażeń natury mieszanej. Mam wrażenie, że człowiekowi, który siedział obok mnie również. Zdarzyło mi się to pierwszy raz w życiu. Żywię także nadzieję, że ostatni. Spałam mianowicie na człowieku. Nie będę wdawać się w szczegóły. Dość, że
a) nie mam pojęcia jak to się stało, że z pozycji "półembrionalnej-z-twarzą-do-okna" obudziłam się w pozycji "z-głową-na-męskim-ramieniu";
b) jest mi WSTYD. Może tym bardziej, że ów człowiek wykazał się najwyraźniej zrozumieniem, albowiem obudziła mnie nagła jasność oraz głos pani z siedzenia za mną. Człowiek natomiast czekał cierpliwie aż go oswobodzę. Na moje oszołomione zapytanie czy ja tak długo, stwierdził, że "No... Trochę." (mam nadzieję, że niedługie "chiotto").
(opinia Kota: "Dobrze, że go nie zaśliniłaś". Dzięki, kochana. To jest jasna strona rzyci XD )
No. Taką właśnie jestem fajną, nieobliczalną osobą. Dziękuję.
Mam nadzieję, że dzisiaj, na własnym terenie nie uda mi się skompromitować (test z nihongo pisałam w poprzedni czwartek, dzisiaj zatem to się już nie liczy. Ha!).
Wniosek mniej radosny: nie chce mi się. Nie chce mi się coraz bardziej, aż do skrętu kiszek i odruchu zwrotnego na samą myśl o pracy.
Wczorajszy finish w Warszawie był bardzo miły. "Jak wytresować smoka" to dobry film jest. Takie właśnie smoki lubię. Z charakterem.
Droga powrotna dostarczyła mi wielu wrażeń natury mieszanej. Mam wrażenie, że człowiekowi, który siedział obok mnie również. Zdarzyło mi się to pierwszy raz w życiu. Żywię także nadzieję, że ostatni. Spałam mianowicie na człowieku. Nie będę wdawać się w szczegóły. Dość, że
a) nie mam pojęcia jak to się stało, że z pozycji "półembrionalnej-z-twarzą-do-okna" obudziłam się w pozycji "z-głową-na-męskim-ramieniu";
b) jest mi WSTYD. Może tym bardziej, że ów człowiek wykazał się najwyraźniej zrozumieniem, albowiem obudziła mnie nagła jasność oraz głos pani z siedzenia za mną. Człowiek natomiast czekał cierpliwie aż go oswobodzę. Na moje oszołomione zapytanie czy ja tak długo, stwierdził, że "No... Trochę." (mam nadzieję, że niedługie "chiotto").
(opinia Kota: "Dobrze, że go nie zaśliniłaś". Dzięki, kochana. To jest jasna strona rzyci XD )
No. Taką właśnie jestem fajną, nieobliczalną osobą. Dziękuję.
Mam nadzieję, że dzisiaj, na własnym terenie nie uda mi się skompromitować (test z nihongo pisałam w poprzedni czwartek, dzisiaj zatem to się już nie liczy. Ha!).
Wniosek mniej radosny: nie chce mi się. Nie chce mi się coraz bardziej, aż do skrętu kiszek i odruchu zwrotnego na samą myśl o pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz