Wiszą mi dwa posty. Oba rozpoczęte, żaden niedokończony, a już kroi się kolejny: o złej literaturze fantasy dla odmiany.
Cały ten blog to w gruncie rzeczy dosyć przykra sprawa, bo jakoś się nie mogę zdecydować, w którym kierunku z nim powędrować, jeśli w ogóle. W założeniu chodziło o swoisty katalizator, miejsce łez lania, wycieczek osobistych i wynurzeń tak dogłębnych, że aż przykrych... Coś mi jednak nie idzie, bo tematyka skręca coraz bardziej w stronę filmową, a w założeniu jest też kilka postów książkowych, tu mi się kulinaria wysypują i jeszcze kosmetyki do tego. Tworzenie bloga tematycznego miałoby sens o tyle, że stanowiłoby to świetne miejsce do wypisania myśli na tle czegoś konkretnego, osadzonego, takie fruwanie bowiem sprawia mi średnią frajdę.
Z drugiej strony spójrzmy prawdzie w oczy: nieszczególnie mam czas na prowadzenie bloga.
A w ogóle to boli mnie głowa, jest piękna pogoda i nie chce mi się tłumaczyć. O.
Dumam.
Any ideas, Sam? ;)
Zawsze może być szeroko pojęty lajfstajlowy :P
OdpowiedzUsuńTylko fakt, że to pisać trzeba. Chociaż 2-3 razy w tygodniu...
A raz na tydzień też się liczy...? ;)
UsuńSkoro raz na tydzień, to czas na kolejny wpis. ;)
UsuńWpis raz :)
UsuńI know that feel, sis. Mój blogasek też lawiruje między literaturą, filmami, wycieczkami osobistymi i personal drama. Makabra.
OdpowiedzUsuń(kurczę, czemu za każdym razem muszę udowadniać Twojemu blogu że nie jestem wielbłą... botem? :P)
Nie no, makabra to może jednak nie ;)
UsuńWłaśnie się w sumie zastanawiam, bo - pominąwszy fakt, że bloga czytają osoby najbliższe - mogę zawsze swoje żale wylewać np. w listach do Ciebie, prawda? ;)
(Nie wiem, może to kwestia ustawień...?)