W mijającym tygodniu udało się zakończyć
- Święta
- sesję (która zaczęła się dwa lata temu) a w niej życie mojej postaci
- miesiąc (w pracy)
- Sherlocka
- dwa wyjsznięte zaległe odcinki Broadchurch
- kilkanaście kolejnych misji w ME multi (dzięki, Ein)
- przygotowania do koncertu i koncert.
Yeah.
Czasem tak sobie myślę, że moim życiem dałoby się obdzielić kilka innych, średnio aktywnych osób - takie luźne stwierdzenie, bez większego zadęcia.
Mentalnie żegnam zimę już od miesiąca, ale coś nam nie wychodzi. Patrzę za okno - po dzisiejszym, całkiem słonecznym dniu - białe plamy za oknem nieco ograniczyły swój rozmiar, chodniki odsłonięte, me serce przepełnia wielka nadzieja.
Coś się skończyło. Coś się zaczyna...?
Którego Sherlocka? Jedynego słusznego, mam nadzieję? ;)
OdpowiedzUsuńTak, skończyłam Sherlocka z Benedictem.
UsuńBrawo dla tej pani. :)
Usuń