Zaczynałam ten wpis trzy razy i mam nadzieję, że tym razem się uda*.
Uberkosmetyki to takie produkty do pielęgnacji, które posiada każdy z nas. To taki "evergreen", nigdy nienudząca się, zawsze potrzebna rzecz. Działają skutecznie i można na nich polegać w każdej sytuacji.
Po tej krótkiej definicji wiecie już na pewno, który z produktów stojących na Waszych półkach zasługuje na to miano.
W moim przypadku na to miano zasługują aż trzy! ;D
Tego pana nie muszę chyba przedstawiać. Szturmem podbił moje serce (jeszcze zanim było to modne ;D). W pewien szary, jesienny dzień Przyjaciółka mówi do mnie "Zobacz! Mam coś takiego! Bierzesz, masujesz nim twarz przez 5 minut i już!" To wystarczyło, żeby mnie przekonać, bowiem Ela nie myli się w kwestii skutecznych kosmetyków do pielęgnacji. I to był ten moment - miłość od pierwszego wejrzenia.
Jeśli chodzi o opakowanie, to na kartonikowym pudełeczku z charakterystycznym dla Sylveco roślinnym motywem, znajdziecie dokładny skład INCI, z którego wynika, że jest to peeling na bazie olejów (!!!) - i to nie byle jakich, poznacie również sposób jego użycia oraz gramaturę, itd. Z tego pudełeczka wyskakuje... wyjmiecie plastikowy słoiczek o pomarańczowej zawartości enzymatycznego masełka. Zapach jest dosyć charakterystyczny, nie każdemu będzie odpowiadać mieszanka cytrusowo-owocowa, ale mnie akurat nie przeszkadza.
Efekty? Skóra jest wygładzona, nawilżona i promienna. Im bardziej była sponiewierana przed zastosowaniem, tym lepiej widać rezultat. No wow, po prostu WOW.
Używam go regularnie raz w tygodniu od kilku miesięcy i za każdym razem zachwyca mnie jego wszechstronność oraz fakt, że nawilżenie skóry utrzymuje się nawet do kilku dni. Byłam po tygodniu z antybiotykiem oraz generalnymi przejściami zdrowotnymi gorączka including, z których dopiero co wychodziłam. Stan mojej skóry twarzy wołał o pomstę do nieba - ziemista cera, cienie pod oczami, przesuszona. Dosłownie zombie mode on. Autentycznie gapiłam się w lustro, po prysznicu z udziałem peelingu, z tęgim niedowierzaniem. Kosmos. Świetlista cera, nawilżona, no okaz zdrowia.
Jeśli jeszcze go nie znacie, to poznajcie - nie miałam nigdy bardziej wszechstronnego kosmetyku - peeling, olejek do masażu, masełko oczyszczające i krem nawilżający w jednym. I jest wydajny! Daję 11/10 oraz shut up and take my money!
Przez kilka miesięcy szukałam, rozważałam, zastanawiałam się: jaki produkt sprawdzi się dobrze w przypadku moich włosów. Pisałam o rewelacyjnej, poprawiającej kondycję włosów/skóry głowy, masce z amli i eclipty, do której zapewne wkrótce powrócę, ALE - potrzebowałam czegoś zdecydowanie bardziej instant - do odżywienia i nawilżenia na bieżąco, po każdym praniu. Szukałam, próbowałam. Nic. W końcu trafiłam na opis bohaterki tego punktu, zaczęłam czytać opinie, okazało się, że są z reguły pozytywne. Ryzyk-fizyk, zamówiłam. Od razu dwa opakowania, oraz spray na porost włosów. Jak szaleć to szaleć.
Jeśli chodzi o opakowanie, to jest jak widać. Znaczy - Pervoe Reshenie pełną gębą, z mojej perspektywy szału nie ma. Jeśli ktoś jest zatwardziałym estetą, to nie kupi. Na opakowaniu wszystkie niezbędne informacje wraz z INCI. Po odkręceniu wieczka okazuje się, że zawartość chroniona jest dodatkowo plastikowym zabezpieczeniem, które trzyma maskę w szachu.
Konsystencją kosmetyk przypomina jogurt, taki niezbyt gęsty. Wielokrotnie to właśnie konsystencja przewijała się w charakterze największego minusa tego kosmetyku. No cóż... co jednemu przeszkadza, drugiemu niekoniecznie. W przypadku moich dziwnych włosów bowiem "lejąca" konsystencja okazała się jedynym, co było w stanie przebić się przez zwartą gęstwę mokrych pasm i dało wmasować się w skórę głowy - bo przecież o to w tej masce chodzi. Dzięki temu zresztą jest ona wydajna - wcale nie trzeba kłaść dużo, żeby dopieszczone były włosy na całej długości wraz ze skalpem. Zapach jest tak delikatny, że prawie go nie ma - ginie pod warstwą róży z szamponu.
Cuda zaczynają się jednak po zmyciu kosmetyku. Po pierwszym użyciu zbierałam szczękę z podłogi. Znacie zapewne ten efekt towarzyszący pozbywaniu się odżywek/masek ze skóry głowy - zmywasz zmywasz zmywaaaasz, rachunek za wodę rośnie z każdą sekundą, a skalp nadal jest niespłukany. Włosy wysychają, a Tobie towarzyszy wrażenie niedomycia. Story of my life. Ale nie w tym przypadku. Fakt, włosy są śliskie, ale nie mam tej dziwnej konsystencji pod palcami podczas spłukiwania. A po wyschnięciu... "Stosowana regularnie sprawia, że włosy łatwiej się rozczesują, są miękkie, szybciej rosną, są zdrowe, silne i elastyczne. Widocznie poprawia ich strukturę i wygląd." Gdzieś podczas czytania opinii natknęłam się też na informację, że unosi lekko włosy od nasady - i dokładnie tak się dzieje, co doskonale widać w przypadku licznych baby hair, które sterczą sobie radośnie. Szał ciał i uprzęży, stosuję drugi miesiąc, jestem w połowie wielkiego opakowania i nie mam dosyć.
Zestaw - serum do cery naczynkowej z Kolorówki
Z cyklu "przyjemne z pożytecznym". Przyjemne - bo można zabawić się w małego alchemika składając sobie to serum "tymi ręcami", a pożyteczne, bo cera po nim promienieje.
W skład zestawu - zgodnie z opisem producenta - wchodzą:
- hydrolat z kwiatów pomarańczy gorzkiej NEROLI - 11,5 g
- żel hialuronowy 1% – 13 g
- SAP - Witamina C – 2 g
- hydromanil – 1 g
- kompozycja witaminowa All-in-on – 0,3 g
- kwas mlekowy – 0,13 g
- ekstrakt na rozszerzone i pękające naczynia krwionośne - 2,1
- konserwant
- buteleczka z aplikatorem - 1 szt.
- nalepka na gotowy kosmetyk – 1 szt.
I jak już dostajecie w łapki ten Zestaw Małego Alchemika i złożycie go zgodnie z instrukcją, dostajecie produkt bezwonny, który po nałożeniu na twarz wchłania się dosyć szybko, przez chwilę klejąc się lekko - ta cecha nie każdemu może odpowiadać. Po nałożeniu np. kremu nawilżającego efekt klejenia mija. Skóra jest bardziej elastyczna, rozświetlona i ujędrniona. Zmniejsza się także widoczność tych utrapionych naczynek. Wieczorem spryskuję twarz tonikiem z kwasami PHA i na tak przygotowaną skórę kładę serum. Jeśli o mnie chodzi - oprócz błękitnego nieba nic mi więcej nie potrzeba ;)
Tak oto dobrnęłam do końca tego wpisu przy zdumionych okrzykach M. "JESZCZE piszesz??? Chcesz to wydać w formie książkowej???"
Macie takie uberkosmetyki? Jakiś produkt do pielęgnacji trzyma się Was od lat?
Tymczasem borem lasem pozdrawiam już prawie letnio!
N.
* bez plucia jadem





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz