środa, 21 marca 2012

Bezproduktywnie

Bo jak inaczej nazwać gapienie się w monitor przez osiem godzin z niewielkimi przerwami? No jak? 
Nie wiem, czy to było w pogodzie (szarej i mokrej tym rodzajem wilgoci, który osiada nijaką mgiełką na włosach i ubraniu oraz wietrznej tym rodzajem wiatru, który przewiewa na wskroś), w nieudanym poranku, czy może w wyniku uatrakcyjnionego weekendu. Dość, że nie byłam w stanie zabrać się dzisiaj do czegoś bardziej konstruktywnego niż tworzenie chaosu oraz tępe wpatrywanie się w narastające rzędy cyfr i liter, które z każdą mijającą godziną znaczyły coraz mniej.
Właśnie dlatego nie znoszę przedwiośnia. Przez stan ogarniającego otępienia, które powinno przecież przechodzić błyskawicznie pod wpływem ciepła, zapachu ziemi i perspektywy ciepłej wiosny. Nic z tego. Tymczasem uszy w ramach rozrywki zafundowały mi lekką głuchotę.

"Niebo ze stali" wchłonięte. Teraz robię powtórkę z całości w tzw. międzyczasie (którego nie ma, nawet jeśli Miodek twierdzi, że jest). W tym tygodniu jest łatwo robić cokolwiek, w przeciwieństwie do tych tygodni, kiedy robi się coś. Wtedy jest zdecydowanie trudniej znaleźć czas na cokolwiek.

W czymkolwiek mieści się obejrzenie "Kapitana Ameryki" i stada zapowiedzi na lato 2012. Więc może oddam się czemukolwiek całkowicie i pójdę pomalować paznokcie.

niedziela, 4 marca 2012

Przepadłam

... Po trzykroć.
Dwa słowa: Mass Effect.
Luv effect xD

piątek, 2 marca 2012

Nolife

Kiedyś śmiałam się z tego... A dzisiaj z wielkim żalem skończyłam Lie to me, z wypiekami na twarzy czekam na nowego Castle'a (dzięki, Kitty!), miesiąc temu pochłonęłam Firefly (Serenity wciąż przede mną. Odwlekam to w nieskończoność, bo po obejrzeniu tego zostanie mi wielkie NIC), zaczęty Sherlock uśmiecha się do mnie uwodzicielsko, Gra o tron czeka na dysku (zawzięłam się, że najpierw przeczytam książkę, choć idzie jak krew z nosa)... Tyle dobrego, że znakomitej większości BSG jeszcze nie widziałam.

Tak. To dopiero życie.

Nic to - jak mawiał pan Michał -  nic to. Zima się kończy, nawet u nas, na dalekiej i dzikiej Północy, z której - jak powszechnie wiadomo - wszędzie mamy daleko. Do pór roku też. Dzisiaj można było poczuć wiosnę w powietrzu.

Też powoli otrząsam się ze snu, rzeczywistość kłania się głęboko do stóp i mówi coś o zależności, która zaczyna być bardzo, ale to bardzo niezdrowa. 

Patrzę w lustro, przeglądam się i odchodzę.
Myśl kiełkuje.