Nie wiem, jak Wy, ale ja firmę Flos-Lek kojarzyłam głównie ze znakomitych kosmetyków pod oczy. Ucieszyłam się więc, kiedy w grudniu zostałam wylosowana do wzięcia udziału w zespołowym testowaniu nowego produktu tej firmy - otrzymałam zestaw zawierający PEARLS Serum rozświetlające oraz BASE Bazę wygładzającą pod makijaż. Akcję koordynował portal Face&Look,
Pierwsze wrażenie
Na ładnym opakowaniu tekturowym, owiniętym folią, widnieją napisy w języku polskim i angielskim, które wywołały mój pusty śmiech. Ale tylko przez chwilę. Zawartość pudełek jest już bowiem bardziej ascetyczna, co zdecydowanie mocniej do mnie przemawia.
Serum perłowe wygląda po prostu prześlicznie - przezroczyste opakowanie z pompką, ze złotymi akcentami i lśniącymi zachęcająco perełkami w przezroczystej zawiesinie. Gdybym zobaczyła je na półce w drogerii, zatrzymałabym się, żeby chociaż przez chwilę popatrzeć.
Baza nie jest już może do tego stopnia zachęcająca wizualnie, ale nadal robi robotę - biała tubka zakończona poręcznie wydłużonym dzióbkiem, który zapobiega rozprzestrzenianiu się produktu po każdej możliwej płaskiej powierzchni (co poniektórzy producenci fluidów na przykład powinni zastanowić się nad tym rozwiązaniem xD). Utrzymana w podobnej do pereł stylistyce - miłe dla oka złoto.
Drugie wrażenie
Perły - jedna pompka produktu w zupełności wystarcza na całą twarz. Serum jest bardzo przyjemne w dotyku, zawiera złote drobinki, więc lekko się mieni - choć po rozprowadzeniu na twarzy praktycznie tego nie widać (chyba, że przyglądać się sobie bardzo uważnie i w świetle słonecznym xD). Zda się, że puch wklepujesz, a nie produkt o żelowej konsystencji. Wchłania się szybko, pozostawiając na skórze bardzo przyjemny efekt wygładzenia.
Baza - tutaj też niewiele produktu potrzeba do szczęścia. Stosowany po serum rozprowadza się i wchłania błyskawicznie, nie ściąga mojej skóry (co z reguły robią bazy). Wszelkie używane z nim podkłady, kremy bb czy cc współpracowały bardzo dobrze. Co ciekawe - potrzebowałam dużo mniej podkładu, żeby rozprowadził się w sposób mnie satysfakcjonujący. (Do tej pory osiągnęłam taki efekt przy pomocy innej bazy, która kosztuje miliony monet, ale warta jest tych pieniędzy.)
W tym konkretnym przypadku grał drugorzędną rolę - zostałam wylosowana przez osobę, do której mam bardzo duże zaufanie jeśli chodzi o bezpieczeństwo stosowanych produktów. I nie pomyliłam się :] Jak już wspominałam - nic złego się nie dzieje nawet cerze tak wymagającej i delikatnej jak moja.
Podsumowanie
Po kilku tygodniach stosowania stwierdzam, że jest to naprawdę dobry produkt w przyzwoitej cenie. Cieszy mnie, że nie robi mi krzywdy w skórę twarzy, nie przesusza jej, a zostawia w naprawdę całkiem spoko kondycji - to jest dla mnie spore zaskoczenie.
Jest tylko jeden mały minus - polsko-angielski misz-masz na opakowaniu. Trend, którego nie jestem w stanie ogarnąć rozumem. Znam osoby, które są z pokolenia naszych rodziców, które z chęcią sięgnęłyby po ten produkt, ale nie zrozumieją haseł w stylu "anti-pollution", "selfie-effect" itd. Może jestem umysłowo z innej epoki, ale polskie hasła w zupełności wystarczą.







