sobota, 7 stycznia 2017

Pokaż mi swoje... cienie cz.1

... i nie chodzi mi tutaj - wbrew pozorom - o cienie pod oczami, a cienie do powiek ;]

Która z nas nie marzy o doskonałym (zarówno na co dzień, jak i od święta) makijażu? Ja marzę. I bardzo lubię się malować, choć w ostatecznym rozrachunku robię to relatywnie rzadko. Co nie zmienia w żaden sposób faktu, że uwielbiam cienie. Mogę je kolekcjonować, choćby dla samego patrzenia (niestety, pojemność mojej kosmetyczki jest ograniczona, w związku z powyższym muszę ściśle kontrolować swój stan posiadania, co - uwierzcie - nie jest łatwym zadaniem). Od czasu do czasu przechodzę od podziwiania do czynów i wtedy liczy się szybkość!
Żartuję.
Liczy się stopień napigmentowania cienia, sposób rozprowadzania oraz trwałość. A także cena produktu.

Stosuję dwie formy makijażu: "na co dzień" oraz "od święta". Szalony podział, prawda?
W przypadku pierwszej wersji makijaż ogranicza się z reguły do nałożenia podkładu, zrobienia "szybkiego oka" i ewentualnie jeszcze przysypania wszystkiego pudrem transparentnym. "Szybkie oko" to nałożenie bazy pod cień, obrysowanie oka kredką, położenie cienia i wytuszowanie rzęs. Brzmi nieźle, prawda? (Do tego dochodzi jeszcze "zrobienie brwi", ale o tym w innym poście.)
Przez kilka ostatnich lat takim moim "evergreenem", produktem, który sprawdzał się zawsze i w każdych okolicznościach, były: paletka Sleeka "Oh! So Special"
Zdjęcie stąd: http://img.zszywka.pl/1/0051/5127/paletka-sleek-oh-so-special.jpg
i dwa cienie Inglota, których numerów w tym momencie nie pamiętam, ale jeden z nich był opalizującym różowym z drobinkami, a drugi taką jasną perłą (na kiedyś sprawdzę, obiecuję!). No i tak sobie właśnie było.
Jakiś czas temu poszerzyłam swoją paletę o pigmenty z Kolorówki: Moon Light, Twilight Green, Atena, Tea Rose i Frozen Taupe.
Zdjęcie stąd: http://www.kolorowka.com/public/assets/files/twilightgreen.jpg
Wszystko to są relatywnie delikatne, nienarzucające się, dobre i TANIE rzeczy. Rozprowadzają się - jak to pigmenty - rewelacyjnie, mają przyjemne krycie i są cudownie przewidywalne. W warunkach, w których robię "szybkie oko" - jak sama nazwa wskazuje - często towarzyszy mi pośpiech: czy to wychodzę do pracy, czy stoi nade mną mój Luby i znacząco patrzy na zegarek, czy za chwilę muszę gdzieś niespodziewanie wyjść - zawsze jest to syndrom "nie ma czasu!". Dlatego muszę mieć 100% pewności, że to, co sobie zamierzyłam, będzie tym, co osiągnę (hy hy, recepta na życie xD).
Makijaż popołudniowy XD W roli głównej Twilight Green, Cambridge Blue, na podkładzie z Bella sztuk dwie. W charakterze oprawy szara kredka Bell oraz niebieski eyeliner Golden Rose. Fjurzyn, że hej! ;) robocza nazwa: Zimowy Las. Zdjęcie: jakość telefoniczna.
Byłam już całkiem szczęśliwa, ale nigdy nie jest się tak szczęśliwym, żeby nie można było bardziej. Stałam się bowiem posiadaczką cieni HYPOAllergenic Nude Eyeshadow No.1
Zdjęcie z: http://static.wizaz.pl/resize/var/ezdemo_site/storage/images/media/images/kolaz_nowosci_oczy/1971211-1-pol-PL/kolaz_nowosci_oczy.jpg?width=780&height=8000&type=thumbnailNotBigger
Moja paletka, to ta pierwsza od lewej, ale nie dajcie się zwieść - te kolory na żywo wyglądają inaczej! Lepiej!

Muszę teraz na chwilę zdryfować i coś wytłumaczyć. Koniec ubiegłego roku przyniósł mi odkrycie - w niektórych przypadkach na nowo - naszej rodzimej marki Bell. Kiedyś miałam jakieś ich cienie. To było sto lat temu i niestety, nie była to jakość, jakiej oczekiwałam. Byłam od zawsze wielką fanką ich lakierów do paznokci (o tym, kiedy indziej), aż do momentu, kiedy wpadły mi w ręce ich nowe produkty. I powiem Wam: TO JEST OBŁĘD.

Generalnie zachwyca mnie w tych cieniach wszystko: od kolorów, przez fakturę, aż po trwałość. Są bardzo wydajne, jedwabista formuła doskonale sprawdza się podczas rozprowadzania. Jaśniejsze cienie lekko opalizują - ale nie żadnym fafarafa wielkie błyszczenie, a właśnie tą satynową, nienarzucającą się wersją, która daje naturalny połysk na powiece. Ciemne cienie są bardziej matowe z leciutkim, prawie niewidocznym połyskiem. Co ważne - nie są one tak mocno napigmentowane, jak np. Sleeki, ale to z kolei sprawia, że są odpowiednie dla wszystkich - mniej i bardziej zaawansowanych w tematach makijażowych. Ciężko popełnić nimi niewybaczalny błąd (o który łatwo, kiedy człowiek się spieszy xD). Dzięki swojej wyważonej kolorystyce każda niewiasta znajdzie coś dla siebie.

Równie doskonale do codziennego makijażu sprawdzają się HYPOAllergenic Triple Eyeshadow (wiem, bo stałam się ich dumną posiadaczką!;D)
Tutaj znalazłam zdjęcie: http://kobietamag.pl/wp-content/gallery/hypoalergiczny-trojkolorowy-cien-do-powiek-hypoallergenic-triple-eyeshadow/hypoalergiczny-trojkolorowy-cien-do-powiek-hypoallergenic-triple-eyeshadow-13.jpg
Ten cień też inaczej wygląda na żywo, więc gorąco namawiam Was do macania i próbowania i szukania swojej palety kolorystycznej.

Phew... no to wyszedł mi rozbudowany post xD 
A czego Wy używacie na co dzień? Jakie są Wasze ulubione cienie i dlaczego przedkładacie je nad inne?

Do przeczytania!
Pozdrawiam i ślę gorące pozdrowienia zimową porą!