środa, 12 grudnia 2012

W kąt

Tam poszedł blog, jak już odzyskałam swoje życie ;)

Ale - ale: post o Atlasie chmur tworzy się (z naciskiem na się), więc wkrótce wywnętrzenia literackie.

Tymczasem świat się zmienił, przyszła biel i została. Wprawdzie w mieście - jak to w mieście - biel przeszła w szaroburość, ale na wsi nadal jest pięknie i zimowo. Prognozy na święta są oczywiście przeradosne: deszcze, niże i ogólnie wiosna, ale czy się tym przejmujemy? Nie :)

 A teraz część z cyklu "Pomysł na..." ;)
Wczoraj dostałam pierwszy prezent gwiazdkowy (to chyba rekord) w postaci programu edukacyjnego "Mistrz Klawiatury II". Odpaliłam go wieczorem i na pół godziny totalnie wsiąkłam. Najfajniejsze jest to, że program ma przejrzysty, przyjazny użytkownikowi interfejs.  I już po pierwszej lekcji mogę powiedzieć śmiało, ze warto stosować się do każdej wskazówki podsuwanej przez twórców programu. No i oczywiście zarezerwować czas na ćwiczenia. Po pierwszej lekcji usłyszałam sporo... krytycznych uwag na swój temat :D Dotyczących oczywiście sposobu wykonania przeze mnie ćwiczenia ;)  I to jest super.

Jeśli ktoś jeszcze nie ma pomysłu na prezent, to mogę z czystym sumieniem zapewnić - to jest świetna propozycja, szczególnie dla tych, którzy dużo i często piszą.

Wkrótce święta, atmosfera coraz silniej wyczuwalna, nawet u mnie w pracy gra radio z muzyką sezonową. Ostatnie prezenty jeszcze do nabycia. Jest dobrze :)

sobota, 1 grudnia 2012

Słowotok

O radości, która płyniesz wprost ze skończonego (wstępnie) pisadła! Jakże słodko i cudownie odczuwać tę ulgę, ten spokój, że oto najważniejsza część szczęśliwie dobiegła kresu (teraz jeszcze tylko wielokrotne czytanie, poprawianie, edytowanie, itd., ale to kwestia kliku godzin, a nie kilku tygodni) i to w zamierzonym terminie!

Bardzo sentymentalnie przypomniało mi się w tym momencie pisanie pracy magisterskiej. Fakt, że tym razem nie tworzyłam sensu stricto i nie zarywałam nocy, ale intensywność i panika na podobnym poziomie. Tylko po napisaniu magisterki końcowe "uffffff"  było zarezerwowane na "poegzaminie". Poza tym wszystko się zgadza.

W nagrodę skończę sobie dzisiaj "Atlas chmur" ("Dziennik Pacyficzny" Ewinga mmm... Do końca świata będę go widzieć jako Jima Sturgessa. Ewinga, nie "dziennik...". Nie to, żebym ubolewała z tego powodu...), jutro zrobię domowe spa z maseczkami na facjatę, ręce i na inne wolne powierzchnie, zacznę czytać od początku "Pana Lodowego Ogrodu", bo IV tom wyskoczył wczoraj do sklepów (poszłam, popatrzyłam, pośliniłam się, zmacałam... i obiecuję sobie, że nabędę, jak tylko nastąpi przypływ gotówki. Może do tego czasu dzikie tłumy nie wykupią...?), a ja już cokolwiek średnio pamiętam nawet I tom, który czytałam najwięcej razy. No i ogólnie znów wejdę w życie. Dziwne wrażenie. (Prawie tak samo dziwne, jak pisanie po swojemu, miast trzymania się ścisłego naukowego stylu.)

Tak. Słowotok... O czym to ja...? A! Już wiem

Kuna zrobiła mi przyjemność i w ramach prezentu mikołajkowego (cz. 1. Cz. 2 wkrótce w drodze. I też wiem, co to będzie i już się ślinię) dostałam od niej jeden z orydżinal BB creamów firmy Skin79. Muszę powiedzieć, że mój lubiany i posiadany od jakiegoś czasu BB Eveline niestety nie umywa się. Dwa zupełnie różne produkty. Ale - ale. Nie był to nie jest i nie będzie blog kosmetyczny. Tak tylko napomykam, że warto pobuszować po ebayu w celu wynalezienia fajnych i relatywnie niedrogich oryginalnych produktów marek zagramanicznych.

Mam słowotok, który spróbuję w najbliższym czasie ukierunkować bardziej precyzyjnie.
Tymczasem borem lasem do ogarnięcia. Jeśli ktoś to czyta xD