(Niestety, nie mam tutaj na myśli przyrządu do ćwiczeń stosowanego w Kaer Morhen.)
Tak się jakoś składa, ze moje życie ostatnio odmierza się warsztatami i zintensyfikowanym czasem organizacji tychże. Wszystko pomiędzy zlewa się z dnia w dzień, starannie odmierzony pracą i kolejnymi kawałkami serialu, który aktualnie jest na tapecie.
Ale... czas płynie dalej.
Tik
Błękitne fale morza, kołyszące się łagodnie w rytm wiatru. Pod palcami, we włosach, na skórze piasek jeszcze ciepły ostatnimi oddechami lata. Na skórze złote promienie. Dookoła krzyk ludzi i mew.
Tak
Zapach na wpół zgniłych śliwek i opadłych jabłek, których nie zebrała troskliwa ręka. Obiektyw, szelest spódnic i śmiech towarzyszący kolejnej głupiej minie, ześlizgującej się stopie, "młoda czarownica" i "uboga Cyganka".
Tik
Uśmiech poszerzający się w rytm zbliżających się kroków, dwa nieoczekiwane uśmiechy, wspólna drzemka o ósmej rano, babskie allegro, gonienie za olejkami, miedziany szał i kolejna niespodzianka. Tort, Przyjaciele... spokój domu.
Tak
Srebrna Niedźwiedzica.
Tik...
Samo się napisze. Jutro, pojutrze, za tydzień.